sobota, 16 lutego 2013

Dziennik Samobójcy


Rozdział I

     Wojtek szedł powoli chodnikiem. Chłopak ostrożnie stawiał krok za krokiem, bojąc się bólu jaki sprawiały mu niezagojone rany na nogach.
       Kurwa- zaklął w myślach, zaciskając zęby- Jakbym nie mógł ciąć się gdzie indziej.
       Wlokąc się dalej, nie zwracał uwagi na mijających go przechodni. Choć wielu z nich znał,
z nikim się nie przywitał, a mówiąc ściślej z nikim nie chciał się przywitać. Nie dość, że nie miał nastroju- jak zwykle zresztą- to piekący ból nie pozwalał mu zwracać uwagi na nikogo poza sobą.
       Chłopak spojrzał odruchowo na zegarek. Było już za pięć ósma, a on nawet nie był
w połowie drogi do szkoły. Spóźnianie nie leżało w jego naturze, ale tym razem darował sobie pośpiech i nadal podążał swoim wyjątkowo anemicznym krokiem.
       W czasie drogi nie myślał o niczym, tylko o bólu. Nie mógł się na niczym skupić.
W nerwach rozbił o beton swoje słuchawki, ale to i tak nie dało żadnego upustu w gniewie, czy cierpieniu. Postanowił więc zatracić się w nim, przestać uciekać od niego i opierać się mu. Pomogło.
    Gdy dotarł do szkoły, był już bardzo spóźniony. Oddał kurtkę w do szatni i przebrał buty. Nienawidził zimy... Zawsze było tyle zachodu z przebieraniem i gdzie by nie poszedł było zimno
i mokro.
Po raz kolejny spojrzał na zegarek i ruszył do sali gimnastycznej.
Gdy wszedł udał się do nauczyciela.
  • Dzień dobry- przywitał się spokojnie. Mina nauczyciela nie wróżyła niczego dobrego.
  • Ostrowski- odpowiedział.- Miło, że wpadłeś. Nie dość, że się spóźniasz, to jeszcze nie raczysz się przebrać. A mogę wiedzieć, jakiż to powód twojego nieprzygotowania ?- zapytał z sarkazmem.
  • Nie chciało mi się- skłamał. Nie chciał nikomu pokazywać co sobie zrobił. Wstydził się tego.
  • Ach no tak...W takim razie gratuluję kolejnej jedynki. Idź usiądź- nakazał wskazując palcem na ławkę.
         Wojtek ruszył w stronę ławki, starając się ignorować wciąż powracający ból. Szedł powoli,
a przez to droga do ławki wydawała się strasznie długa.
      Gdy dotarł na miejsce zrzucił plecak i usiadł. Po chwili wyciągnął z niego zeszyt w czarnej aksamitnej oprawie i pióro. Otworzywszy go, zaczął w nim notować.

17 grudnia 2012r.

Zajebiście! Kolejna pała. Cóż... wszystko ma swoją cenę. Nie chcę, żeby ktoś zobaczył co zrobiłem. Pewnie znowu wysłaliby mnie do psychologa i musiałbym tam chodzić przez najbliższy miesiąc. Próbowali by mi pomóc, a ja nie chcę pomocy. Nie od nich. Zresztą mi i tak nie można już pomóc.

       Chłopak przerwał na chwile pisanie, zamknął zeszyt i zaczął się rozglądać. Jego wzrok błądził po wszystkich kolegach grających w nogę. Większość z nich gdy napotkała jego wzrok, szybko odwracała głowę lub robiła dziwną minę. Wojtek nie przejmował nimi. Olewał ich głupie zachowanie. W końcu nic dla niego nie znaczyli...
      Wreszcie napotkał znajomą twarz. Jego najlepszy przyjaciel uśmiechnął się do niego szeroko, pomachał ręką na przywitanie, po czym wrócił do gry. Wojtek uśmiechnął się do siebie,
a nie robił tego zbyt często. Nie chciał nikomu pokazać, że ma także łagodną stronę. Pozwalał sobie na ten rarytas tylko przy przyjaciołach.
       Michał Wierzchowski był przyjacielem Wojtka wystarczająco długo, by przestać się go bać, więc nie było potrzeby, zgrywać przed nim cwaniaka, ani przyodziewać tę okrutną maskę, dzięki której wszyscy się go bali.
       Chłopcy byli swoimi całkowitymi przeciwieństwami. Michał był zawsze uśmiechnięty, miły
i towarzyski. Miał wielu kolegów i wszyscy go lubili. Ba! Uganiali się za nim. Jednak dla Wojtka to wszystko nie miało znaczenia, dla niego liczyło się tylko to, że Michał był oddanym przyjacielem
i zawsze mógł na nim polegać.
       Różnili się także z wyglądu.
       Wojciech był prostej budowy. Nie był szczególnie umięśniony. Miał bujne czarne włosy
i duże oczy tego samego koloru.
      Z kolei jego przyjaciel był jasnym blondynem o lodowato niebieskich oczach. Michał był dobrze zbudowany, głównie dzięki treningom i gry w nogę. Miał duże powodzenie u dziewczyn, uwielbiały się na niego gapić i głupio szczerzyć przy każdej okazji.
      Gdy zadzwonił dzwonek chłopak spakował swój dziennik i ruszył do wyjścia. Prawie zapomniał o wciąż bolących ranach na nogach, gdyby tylko nie musiał wstawać.
Wyszedł z sali i udał się w kierunku korytarza.
  • Hej, poczekaj- krzyknął za nim znajomy głos.
Wojtek stanął i obrócił się. Stał przed nim Michał. Chłopcy przywitali się.
  • Poczekasz na mnie ? Wskoczę tylko pod prysznic.
  • Sorry, ale muszę jeszcze odpisać matmę od Marty- skłamał. Jakby miał na niego czekać, nigdy nie dorównałby mu kroku z tyloma ranami na nogach.
  • Dobra, to dojdę, gdzie macie lekcje teraz ?- zapytał.
  • 216- odpowiedział mu.
  • To zaraz dojdę.- powiedział i ruszył do szatni.
       Wojtek udał się w kierunku sali. Droga byłaby do zniesienia gdyby tylko nie trzeba było pokonać tyle schodów! Chłopak liczył każdy schodek. To pozwoliło mu oderwać się od cierpienia.
117,118,119...- liczył w myślach.-120, trzecie piętro. Nareszcie.
       Przy sali siedziały dziewczyny z jego klasy. Chłopak ominął je i poszedł do Marty. Dziewczyna siedziała sama oddalona o jakieś trzy metry od grupki. Jego przyjaciółka czytała książkę. Podniosła wzrok na chłopca. Wojtek ujrzał jej śliczne zielone oczy.
  • I jak było na wf-ie ?- zagadnęła.
  • Nie ćwiczyłem.- odparł.
  • Dlaczego?
  • Po prostu.
  • Oj Wojtuś...- zaczęła
  • Wiesz, że nie lubię swojego imienia.- przerwał jej.
  • Dobrze. Będę mówiła tak jak chciałeś- zapewniła.
       Dziewczyna włożyła zakładkę do książki i wystrzeliła jak ze sprocy, w chwili gdy Wojtek chciał ją o coś zapytać. Chłopak pomyślał, że czymś ją uraził, dopóki nie zobaczył Michała. To właśnie w jego kierunku wyskoczyła Marta.
  • Cześć śliczna.- przywitał ją chłopak. Nim dziewczyna zdążyła odpowiedzieć Michał objął ją
    i zakręcił się razem z nią. Pocałowali się. Większość dziewczyn popatrzyła na to z odrazą. Nie lubiły Marty. Zazdrościły jej tego, że była z Michałem już od dwóch lat.
  • Widzimy się po trzeciej lekcji ?- zapytał z szerokim uśmiechem.
  • Yhym- przytaknęła.- Jest dzisiaj ?
  • Nie, nie ma jej.- odpowiedział poważnie- Nie wspominaj Wojtkowi.
  • Wiem przecież.- powiedziała i zamilkła na chwilę.- To po trzeciej ?
  • Tak.- zapewnił i pocałowali się długo na pożegnanie.
         Dziewczyna wróciła do ławki. Zadzwonił dzwonek.
  • No to długo sobie posiedziałam...- powiedziała zniechęcona- Chodź pod klasę Will.
       Chłopak nie był zadowolony z tego, że musiał wstać. Odczekał chwilę, policzył do pięciu, zebrał siły i wstał. Nogi zapiekły jak nigdy. Z bólu wybałuszył oczy i nie ruszał się.
  • Coś się stało ?- zapytała zaniepokojona przyjaciółka.
  • Nie, nic... tak się zdziwiłem, że użyłaś mojego pseuda.
        Dziewczyna popatrzyła na niego dziwnie.
  • Ok... chodź pod klasę. Krakowski już idzie.
      Wojtek ruszył z przyjaciółką pod salę. Nie cieszyła go myśl, że czeka go teraz lekcja chemii. Nic nie umiał i nauczyciel ewidentnie się na niego uwziął. Pan Krakowski upatrzył sobie Will-a za kozła ofiarnego i przy każdej możliwej okazji odpytywał go.
      Gdy wszyscy weszli do klasy i zajęli swoje miejsca, nauczyciel poprosił o wyciągnięcie książek i zeszytów.
     Kiedy lekcja trwała i wszyscy zajęci byli rozwiązywaniem zadanych ćwiczeń, Wojtek wyciągnął swój   czarny zeszyt i zaczął nowy wpis.

Chemia. Najgorszy przedmiot na świcie. Nie dość, że nic nie ogarniam to do tego nogi napierdalają jak cholera. Z jednej strony do dobrze, bo

  • Ostrowski.- powiedział nauczyciel, aby zwrócić uwagę chłopca- Widzę, że pilnie notujesz. Pokaż zeszyt.
    Wojtek wstał powoli i poczłapał do biurka, położył na nim zeszyt, stanął przy tablicy i czekał. Nauczyciel wertował kartki.
  • Gdzie tu są rozwiązania ?- zapytał zdenerwowany.
  • Nie ma.- odparł spokojnie. Za spokojnie.
   Krakowski spojrzał na niego gniewnie. Podał mu „Zbiór Zadań i Ćwiczeń Przedmiotów Przyrodniczych” i wskazał zadanie.
  • Rozwiąż je- nakazał.
       Chłopak przepisał dane i szukane. Dalej nie wiedział co ma zrobić. Stał przed tablicą z ogromną pustką w głowie. Nic nie mógł sobie przypomnieć. Nie pamiętał nawet żadnego prostego wzoru.
  • Co się modlisz?- zapytał nauczyciel- Wiesz jak to zrobić?
  • Nie wiem.- odpowiedział mu Wojtek
  • Wiesz... twoje- zaczął nauczyciel.
  • To może ja? - wtrąciła się Marta.
  • Kujonka.- powiedział ktoś z głębi sali. Dziewczyna puściła tę uwagę mimo uszu.
  • Pani Marto...- zaczął nauczyciel.- Zawsze gdy pytam pana Ostrowskiego to pani przychodzi z odsieczą. Gratuluję przyjaciółki. Siadaj. A ciebie Marta zapraszam.
      Will ruszył do ławki, a jego miejsce zajęła przyjaciółka. Dziewczyna szybko uporała sobie
z zadaniem. Nic dziwnego Marta od zawsze była najlepsza w klasie. Co również przekładało się na jej „popularność” w klasie. Choć była zdecydowanie najładniejsza i najmilsza to nawet chłopcy nie chcieli za bardzo się do niej odzywać. „Klasowe piękności” potrafią zbuntować każdego.
    Przez resztę lekcji Wojtek udawał, że robi zadania. Po dzwonku udał się z Martą pod następną salę. Praktycznie cała ich klasa poszła na papierosa, więc byli sami i mogli spokojnie porozmawiać.
  • Dzisiaj ta wycieczka.- powiedziała smutna.
  • Żałujesz, że nie jedziesz?- zapytał zdziwiony.
  • Nie, ale dzisiaj jest sprawdzian i...
  • Naprawdę?- przerwał jej- Naprawdę to cię zasmuca?- zapytał śmiejąc się.
  • Oj bo ty mnie źle rozumiesz... Później będziemy musieli pisać go od nowa. A polski mamy tylko dwa razy w tygodniu. I to w poniedziałki, czyli dzisiaj, a to jest ostatni tydzień przed świętami.
  • Ja tam się nie przejmuję.
  • Tak, jak zwykle wyjebane...
  • No właśnie. Jedna pała mniej.- powiedział i uśmiechnął się.
  • Will... ?- zagadnęła.
  • Tak?
  • Michał coś wspominał, że ma coś dla mnie?
  • Co? - zdziwił się.- Nie nic mi nie mówił. A dlaczego pytasz ?
  • Ty też zapomniałeś... ? Fajnie- powiedziała.
  • Nie rozumiem.- Wojtek był naprawdę zdumiony.
  • Dzisiaj mamy rocznicę i on chyba też zapomniał.
  • O to gratulacje.- powiedział i objął Martę.
  • Dzięki.
      Po dzwonku udali się do klasy. Wojtek od razu wyciągnął telefon.
Pamiętasz, że dzisiaj macie rocznicę”- napisał do Michała
      Po pięciu minutach dostał odpowiedź:
Jasne, stary. Pamiętajcie, że po trzeciej lekcji przy szafkach”
Spk”- odpisał mu.

     Przez resztę dwóch lekcji Wojtek siedział z pożyczonymi słuchawkami w uszach. Teraz żałował, że zepsuł swoje. Po ostatniej lekcji poszedł z Martą do szatni. Jeden z kolegów Michała podszedł do Marty
  • Hej- przywitał się z uśmiechem.
  • Cześć- odrzekła.
  • Dasz to Michałowi?-zapytał i podał jej zieloną reklamówkę.- Wybiegł szybciej do szafki
    i chyba zapomniał.
      Chłopak spojrzał na Wojtka.
  • A ty na co się gapisz?- zapytał.
  • Na twój zjebany ryj.- odpowiedział chamsko.
  • Wojtek...- upomniała go Marta.
  • Zaraz ci przyjebie.- zagroził mu chłopak.
  • Tomek, lepiej już idź.- pożegnała go dziewczyna.
         Popatrzył spod byka na Wojtka i ruszył przed siebie.
  • Chwila... czy on powiedział, że Michał jest przy szafkach?- zapytała po chwili.
  • Ale ja jestem głupi... napisał, że będzie tam.
  • Dobra, bierz kurtkę i chodźmy do niego.
         Wojtek odebrał kurtkę i buty. Ubrał się i ruszyli pod szafki. Gdy doszli Michał był już ubrany.
  • Myślałem, że już nie przyjdziecie.
  • Ciebie też miło wiedzieć kochanie- rzekła dziewczyna i pocałowała go.
  • Ok, chodźmy już.
        Przyjaciele ruszyli w stronę wyjścia. Szli kolorowym korytarzem. Nareszcie ich bure liceum zostanie odmalowane. W tym roku rada rodziców nareszcie postanowiła odremontować szkołę, a jednymi z największych fundatorów byli jego rodzice. Wojtek podejrzewał dlaczego to zrobili. Jego zdaniem chcieli zapobiec ewentualnemu kiblowaniu. Choć przez ostatni rok naprawdę mało się nim interesowali, to nie można było rzec, że całkowicie go olali.
  • Wojtek?- Marta wyrwała go z zamyślenia.
  • Co?
  • Kontaktujesz w ogóle?- zapytał się Michał. Oboje dziwnie na niego patrzyli.
        Po chwili Wojtek zorientował się, że przez cały czas Marta prowadziła go za ramię. Dość dziwnie musiało to wyglądać. Jedną ręką trzymała Michała, a drugą jego.
         Chłopak za bardzo skupił się na bólu, gdyby jego przyjaciele nie szli tak szybko byłoby znacznie inaczej.
  • Będziesz dzisiaj szedł na cmentarz? - zapytała go Marta.
  • Tak, teraz pójdę.- Wojtek uznał, że to będzie dobra wymówka, żeby iść wolniej. Przy okazji połączy przyjemne z pożytecznym. Przemyśli kilka spraw, odwiedzi brata i będzie go mniej bolało.
  • Jak chcesz możemy iść z tobą- zaproponował mu Michał.
  • Nie, dzięki, właściwie to dzisiaj chciałbym iść sam.- wybrnął.
  • No dobra to do jutra.- pożegnał go kolega.
  • No, narson.- pożegnał się, podał rękę Michałowi i przytulił Martę.
          Przez jakiś czas patrzyli jak odchodzi, po czym ruszyli dalej.
  • Boję się o niego- zaczęła dziewczyna
  • Czemu?
  • Dzisiaj na chemii miał takie proste zadanie i...
  • Ostatnio przecież strasznie opuścił się w nauce.- stwierdził.
  • Wiem, ale on tępieje.- zauważyła.
  • Na wf też nie ćwiczył.
  • Wiem, mówił.
  • Stoczył się przez nią. Naprawdę- powiedział Michał.
  • Ja wciąż nie mogę uwierzyć, że ona mu to zrobiła. Po prostu nie mogę. I my się z nią przyjaźniliśmy...- powiedziała przez łzy.
  • Ale gdyby nie ona to nie bylibyśmy razem.
  • Chociaż raz zrobiła coś naprawdę dobrego.- rzekła i przerwała na chwilę- Jest dzisiaj trening?- zapytała.
  • Tak. A co chcesz wpaść?
  • Yhym, przyszłabym.
      Szli jeszcze chwilę w ciszy po zaśnieżonym chodniku, dopóki nie doszli do domu Michała. Chłopak stanął naprzeciwko swojej dziewczyny.
  • To do siedemnastej kochanie.- powiedział, wziął ją pod brodę i zaczął całować. Pocałunek był naprawdę długi. Nie mogli się od siebie oderwać. Stali przytuleni do siebie.
  • Dlaczego nie pojechałeś na tę wycieczkę? Bo trening?
  • Nie... bo ty. Nie mogę sprawić, żeby cię polubili, ale mogę ci uprzyjemnić każdy dzień- rzekł
    i znowu się pocałowali- To do siedemnastej, tak?- upewnił się.
  • Tak do siedemnastej.-przytaknęła.- Pa, kocham cię.
  • Ja ciebie bardziej- powiedział na pożegnanie.
  • Nie da się.
  • Pa.- zawołała jak odchodziła.
  • Cześć- odrzekł.
        Marta ruszyła w stronę swojego domu. Szła powoli. Delektowała się zimą. Była to jej ulubiona pora roku. Kochała zimę. Uwielbiała biel, kojarzyła się jej z czystością i porządkiem. Jednak nawet to nie odgoniło jej czarnych myśli.
        Zastanawiało ją dlaczego tak wiele z jej dawnych koleżanek odwróciło się od niej. Odkąd Sylwia- jej najbliższa przyjaciółka i była dziewczyna Wojtka- ją zostawiła, cały świat runą. Odwróciły się jej najbliższe koleżanki. Jej przyjaciel znowu wpadł w depresję, a ona sama straciła dawną pewność siebie.
     A może fakt, że była tak zagorzałym kujonem odpychało ludzi. Szczerze, nie potrzebowała fałszywych koleżanek, które kolegowały się z nią pewnie tylko dlatego, że była najlepszą przyjaciółką Sylwii. Chociaż z drugiej strony byłoby miło pójść z przyjaciółką na zakupy niż z chłopakiem, który tylko marzy o wyrwaniu się ze sklepu z damską odzieżą.
  • Oj Sylwia...- stanęła i powiedziała na głos.- Chciałabym wiedzieć dlaczego to zrobiłaś- powiedziała i ruszyła dalej.








niedziela, 10 lutego 2013

Thoughts

,,Wybieram życie, a nie samą egzystencję"
James Hetfield
______________________________________________________________________________
Bo sztuką jest żyć tak, aby zapamiętali Cię ci, których zostawisz za sobą. 

sobota, 9 lutego 2013

Thoughts

,,Na wojnie nie ma nagrody za drugie miejsce"
Omar Bradley 
_______________________________________________________________________________

Dlatego warto czasem powalczyć, aby nie być tym drugim. 
Nawet, gdy droga jest ciężka, to meta może okazać się zaskakująca. 
Nie należy więc zbyt szybko rezygnować ze swojego celu, tylko dlatego, że jest trudno.
Im bardziej się postaramy, tym więcej osiągniemy.

piątek, 8 lutego 2013

Czas


Czas jest zabójcą idealnym.
Działa cicho i powoli.
Ma ogromną cierpliwość. 
Potrafi czekać latami na swoje żniwo,
a gdy przyjdzie odpowiedni moment,
zaatakuje znienacka
i zabierze to co już od dawna należało do niego.
Nie ważne z jaką artylerią wyjdziemy mu na przeciw.
I tak nigdy z nim nie wygramy.



Dziennik Samobójcy


 Prolog




16 grudnia 2012r.

     Leżę w toalecie , a wokół mnie moje ukochane przyjaciółki- żyletki. Jak na razie tylko one pozwalają mi zapomnieć, co się stało. Ich ostre języki zajęły się moimi nogami, bym mógł skutecznie oderwać się od wspomnień.  Jedno cięcie za wspomnienie, im silniejsze tym większa rana.
     Nie wiele potrafię znieść, ale zrobię wszystko, żeby móc choć na chwilę zapomnieć. Przeszłość to paskudny drań, im bardziej się przed nią bronię, tym mocniej mnie atakuje.
     Moją jedyną bronią są żyletki. Może cięcie nie jest najlepszym rozwiązaniem, ale bynajmniej jedynym.



    Wojtek zamknął swój dziennik i cisnął nim o ścianę. Nigdy nie radził sobie z bólem psychicznym. Zawsze musiał znaleźć jakiś upust,
a odkąd stracił sens swojego życia, ból stał się tak okropnie uciążliwy, że już nic mu nie pomagało, a jeśli nawet, to tylko na chwile.
    Chłopak popatrzył na swoje rany i zacisnął zęby. Trzymał ręce z dala od nich. Nie śmiał ich nawet dotknąć, by nie sprawić sobie jeszcze większego bólu i tak bolało go już jak diabli.
    Wstał i odruchowo spojrzał w lustro. Zobaczył to co zwykle... kolesia, do którego nikt się nie odzywa, za wyjątkiem dwóch najlepszych przyjaciół, kolesia, którego wszyscy się boją. Tak, bali się go, bali się jego okrutności, nieprzewidywalności i inności, która czyniła go wyjątkowym. A najbardziej w nim samym wkurzało go to, że jego odbicie tak bardzo przypominało mu, co stracił.
- Już nie długo z tym skończę. - powiedział do siebie. - Jak tylko będę tak odważny. Jak ty.
    Chłopak posprzątał łazienkę i ruszył do swojego pokoju. 
     Już niedługo
- obiecał sobie.



Cześć ^^

Witam wszystkich na moim blogu. 
Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu, bo będzie on połączeniem pamiętnika z moimi własnymi przemyśleniami i opowiadaniami.
Chciałbym, żeby ten blog miał swoją duszę i był wyjątkowy. 
Liczę na to, że mi się uda ; ]